Actions

Work Header

Centrum ciebie

Summary:

W każdym wszechświecie Yuji jest naczyniem dla króla klątw.

Notes:

(See the end of the work for notes.)

Chapter 1: Przyciągający wzrok

Chapter Text

— Oto jesteś, błogosławiony naczyniu.

OoO


— Dobra, chłopaki. Zanim wejdziemy, omówmy zasady.

Sasaki odwróciła się bez ostrzeżenia, wskazując palcem na niewidzialną listę wiszącą w powietrzu obok jej głowy, zmuszając Yuji’ego i Iguici’ego do zatrzymania się. Para szła niepewnie po schodach prowadzących do ich do celu. Wystarczyło, że stopa Iguici’ego zaczepiła się o wystający korzeń i Iguchi zachwiał się do tyłu i upadłby, gdyby nie szybki refleks Yuji’ego, który automatycznie złapał nadgarstek drugiego chłopaka.

— Dzięki, stary.

Głos Ichui’ego wyrwał Yuji’ego z oszołomienia. Jego myśli błądziły gdzieś indziej, gdy Sasaki objęła dowództwo nad grupą, co jednak nie dawało mu powodu, by nie zwracać uwagę na to, dokąd zmierzają.

— Nie ma problemu.

Yuji pociągnął Iguchi’ego do przodu, upewniając się, że znowu stał stabilnie, po czym go puścił. Ścieżka, którą podążali, wydawała się naturalnie zarośnięta, usiana chwastami zamiast kwiatami i krzewami, które do tego czasu obumarły i zgniły. Jednak kolce na starych krzewach róż pozostały, gwarantując niemiłą niespodziankę, gdyby ktoś próbował uniknąć pójścia po resztkach niegdyś idealnie wyciętych kamiennych schodach.

Sama myśl sprawiła, że dreszcz przebiegł Yuji’emu po kręgosłupie, wstrząsając jego ramionami w nieprzyjemny sposób. Jego klatka piersiowa zapadła się w złowieszczym uczuciu, którego nie był przyzwyczajony doświadczać, ale nie dawał tego po sobie poznać. Sasaki i Iguchi liczyli na niego jako na swoją stabilną ostoję, gdy emocje sięgną zenitu podczas tych pozalekcyjnych zajęć klubowych. Jego rola była prosta. Nie było sensu ich zawodzić.

— Uważaj bardziej! — prychnęła Sasaki, opierając dłoń na biodrze. — Nawet nie sądziłam, że muszę to wprowadzić jako zasadę, bo powinno to być oczywiste, ale proszę bardzo. Zasada numer jeden brzmi teraz: Uważaj i nie waż się zrobić sobie krzywdy! Nie możemy sobie pozwolić na tłumaczenie komukolwiek, jak doszło do jakichkolwiek obrażeń z dzisiejszego wieczoru, jeśli wciąż będziemy rani następnego dnia. — Po krótkiej przerwie, by przycisnąć dłoń do brzucha, Sasaki dodała: — A krew przyprawia mnie o mdłości…

— Powinniśmy być ostrożniejsi? To ty nas tak wystraszyłaś!

Nie… nieistotne!

Argument Iguchi’ego, choć konkretny, nie przypadł do gustu prezesowej klubu, która miała naburmuszoną minę. Obserwowanie, jak jego senpai przekomarzają się, choć przez chwilę było zabawne, nie było produktywnym sposobem na wykorzystanie reszty dziennego światła. Yuji znał to już za dobrze i dlatego poklepał Iguchi’ego po plecach w geście solidarności, a na jego twarzy pojawił się błagalny uśmiech, by porzucić temat.

Aby zachować spokój i móc kontynuować dzisiejsze zajęcia, Iguchi zrezygnował z kłótni.

— A teraz, kto mi powie, jaka jest zasada numer dwa?

Yuji uniósł rękę, pewny swojej odpowiedzi.

— Wiem to! Zakaz psucia czegokolwiek, czego nie da się naprawić bez elektronarzędzi ani dyplomu inżyniera!

— To teraz zasada numer trzy.

Yuji wzdrygnął się, powstrzymując się przed krzykiem, że to nie było fair, bo jeszcze chwilę temu miał rację.

— Zasada numer dwa brzmi… — Iguchi złapał się za brodę, zastanawiając się chwilę przed odpowiedzią. — Zakaz kradzieży czegokolwiek z posesji, chyba że służy to naszym badaniom nad zjawiskami nadprzyrodzonymi.

— Zgadza się. — Zasłużył na aprobatę Sasaki. — A zasada numer trzy, to znaczy cztery, brzmi: Zakaz wzywania władz, chyba że będziemy w absolutnym niebezpieczeństwie.

Możliwość zgłaszania sprzeciwów i poprawek pojawiała się i znikała, a ostatecznie cała trójka licealistów skinęła głowami, zgadzając się z ustalonymi zasadami. W końcu mieli właśnie wejść na zakazany teren. Wtargnięcie na teren prywatny nie było niczym zabawnym, skoro Yuji wyobrażał sobie rozczarowaną minę swojego dziadka po tym jak odbierze telefon od lokalnych władz, gdyby zostali złapani. Wykład, który nastąpi później… Niektóre losy były gorsze niż śmierć.

— Mając to już za sobą, nasza nawiedzona rezydencja czeka!

Sasaki promieniała ze śmiałego entuzjazmu, który nie zdawał się trwać wiecznie, gdy przekroczyli próg wejścia, które odkryła, by wprowadzić trójkę do środka jej najnowszej obsesji.

Przed nimi, lekko opadając w dół zachodniego zbocza wzniesionego wzgórza, znajdowała się posiadłość Kutsuki. Została zbudowana na wzór budynku w stylu europejskim, francuskiego lub angielskiego. Yuji nie znał się na architekturze na tyle, by dostrzec różnicę. Budynek, z dwoma piętrami i trzema skrzydłami, które można było ujrzeć za okazałym wejściem zamkniętym na żelazny zamek, wyglądał na znacznie starszy w swoim obecnym stanie zniszczenia. Początkowo nie wyglądał tak z drogi, choć niewiele można było dostrzec, biorąc pod uwagę, że otaczający go żywopłot jeszcze bardziej odizolował posiadłość od reszty dzielnicy. W rzeczywistości, boki żywopłotu od strony ulicy były jedynymi roślinami regularnie przycinanymi. Wydawało się, że dbanie o pozory było ważniejsze niż jakakolwiek konkretna praca. Wszystko inne pozostawiono samym sobie, skutecznie niszcząc wszelkie intrygujące, dotychczasowe zabiegi ogrodnicze.

Ponieważ główne wejście nie witało gości, Sasaki gestem nakazała swoim wspólnikom zbrodni, by poszli za nią na tyły posiadłości. Yuji szybko zrozumiał, że trzymanie się chwiejnej, kamiennej ścieżki niczym nie różni się od przedzierania się przez zarośla na wprost. Żałował, że nie założył spodni zamiast capri, bo łydki swędziały go od zadrapań, które musiał znosić, dotrzymując kroku swoim senpaiom.

Yuji właśnie miał zgłosić skargę, gdy wrzask Sasaki przeciął powietrze. To był cud, że nikt w okolicy nie zadzwonił na policję, ale biorąc pod uwagę plotki o tym, że posiadłość była siedliskiem nadprzyrodzonych zjawisk, wrzaski były na porządku dziennym.

Pa…pa…pająk!

Przynajmniej pajęczyna jednego z nich stanowiła przeszkodę na ich drodze. Yuji przemknął na przód grupy, rozglądając się za stworzeniem, które stworzyło pajęczynę wielkości połowy Sasaki, na wysokości jej oczu. Jej krawędź została już rozdarta przez dłoń dziewczyny, podczas gdy ona wyswobadzała się z pułapki, Yuji nie znalazł twórcy, co sprawiło, że czuł się mniej winny, gdy zerwał resztę pajęczyny, by oczyścić im drogę. Pająk opuścił swoją pajęczynę, tak jak właściciele opuścili posesję.

Sasaki bez przekonania zaśmiała się, skrywając zażenowanie swoją przesadną reakcją. Yuji i Iguchi dołączyli do niej, zostawiając już incydent za sobą. Jej wzrok już skupił się na czymś innym i po kilku podskokach nad dmuchawcami, które przejęły podstawę wschodniej ściany, stanęła nie przy drzwiach, a przy stercie drewnianych desek, które zamykały wejście do środka. Pośrodku kawałek taśmy klejącej trzymał podarte resztki jakiejś notatki lub innej wiadomości, która musiała się zetrzeć podczas ostatniego deszczu.

— Ponieważ wszystkie pozostałe drzwi są zaryglowane i wzmocnione od wewnątrz, to okno to nasza jedyna droga. Oto plan. Itadori użyje swojej gorylej siły, aby delikatnie podważyć deski i gwoździe, które je trzymają, jeden po drugim, Potem wejdziemy do środka. Po zakończeniu śledztwa odłożymy wszystko na miejsce, tak jak je zastaliśmy.

Plan Sasaki był wystarczająco solidny. Rama okna była nisko nad ziemią, co ułatwiało przejście, o ile żadne szkło nie wystawało z krawędzi. Zostawmy prezesowi klubu przygotowania, bo gdy tylko Yuji zaczął się tym martwić, ta już sięgała do torby, żeby wyciągnąć ręcznik i położyć go na parapecie.

— Jesteś pewien, że powinniśmy to robić? To nie jest tak jak inne miejsca, w których byliśmy… — Iguchi skrzyżował ramiona, niepewny, co czuje teraz, widząc ich plan w działaniu. Rozmowy o ich śledztwach w nawiedzonych miejscach zawsze były dla niego bardziej ekscytujące niż ich faktyczne przeprowadzenie. — Nigdy wcześniej nie musieliśmy się do niczego włamywać.

— Wahasz się, senpai? — Yuji szturchnął go w ramię, mając nadzieję, że trochę się rozluźni. — Pamiętaj, niczego nie psujemy. To łamanie zasady numer dwa.

Zasada numer trzy! — poprawiła Sasaki przez ramię, nieświadomie otrzymując od dwójki przewrócenie oczami za jej plecami.

— Nieważne — odparł Yuji, ściszając głos, żeby dziewczyna go nie usłyszała. — Chodzi o to, że Sasaki potrzebuje tylko kilku zdjęć i nagrań do dziennik, a potem pójdziemy na karaoke, żeby uczcić dobrze wykonaną pracę. Nie będziemy tu dłużej niż godzinę.

— Nie chodzi o to, że nie chcę zwiedzać takiego miejsca, jedynie mam złe przeczucie. Chyba ostatnio naoglądałem się za dużo horrorów. — Iguchi westchnął. — Idź i wyrwij deski, zanim Sasaki sama to zrobi.

— Tak jest!

Salutując, Yuji odwrócił się do okna i zabrał się do pracy.

OoO


— Proszę wejść. Czuj się jak u siebie w domu.


OoO


Yuji przysięgał, że temperatura drastycznie spadła, gdy tylko jego stopy dotknęły skrzypiącej podłogi w korytarzu. Przez ułamek sekundy jego własny oddech drażnił mu pole widzenia, ale kiedy spróbował ponownie wypuścić powietrze, żeby to sprawdzić, nie uzyskał nic poza przeraźliwym kaszlem wywołanym przez kurz unoszący się w powietrzu.

Czy umysł płatał mu figle dla zabawy?

— Testowanie. Testowanie. Raz, dwa, trzy — mówiła Sasaki do swojego magnetofonu kasetowego. To stare urządzenie było nieodłącznym elementem polowań na duchy, wielokrotnie widywanym w programach telewizyjnych o zjawiskach paranormalnych i serialach na YouTube, które śledził ich klub. Zamierzała zabrać go ze sobą nie tylko po to, by uchwycić głosy potencjalnych duchów, ale także po to, by rozpocząć rejestrowanie reszty ich miejskiej eksploracji. — Wszystko jest głośne i wyraźne?

Nagranie nie było aż tak wyraźne, gdy zostało sprawdzone, ale wystarczająco, by kontynuować. Podczas gdy ona zaczęła przeszukiwać torbę w poszukiwaniu notatek, Yuji i Iguchi rozglądali się po obu stronach korytarza, krztusząc się grubą warstwą kurzu, wciąż unoszącym się w powietrzu po ich wtargnięciu. Yuji poczuł, jak marszczy mu się nos, czując unoszący się w powietrzu zapach piżma i pleśni. Gnijące drewno i popiół dymu papierosowego przedostawały się do mieszanki, gdy trójka przemykała obok porzuconych skrzynek i śladów po kilku nieproszonych gościach.

Puste torebki po chipsach, pudełka po przekąskach, zgniecione puszki po piwie, puste zapalniczki i, jak można było się spodziewać, niedopałki papierosów, zostały jeszcze bardziej zmiażdżone pod nogami. Choć Yuji chciał ponarzekać na takie zachowanie innych ludzi, ale to najprawdopodobniej jeden z tych palaczy dał Sasaki cynk o wybitym oknie, które wykorzystali, żeby dostać się do środka. Yuji wolał nie psuć atmosfery, skoro ich śledztwo rozpoczęło się na dobre. Nie mógł jednak nie zauważyć, że śmieci zatrzymały się na schodach prowadzących na drugie piętro, jakby grupa, która tu przyszła, wspólnie zgodziła się zostać w holu, zamiast zagłębiać się dalej.

Hmmm.

— Sprawa 402 Klubu Badań Okultystycznych Sugisawa: Nawiedzone ruiny rezydencji Katsuki. Tu prezes klubu, Sasaki Setsuko, nagrywam do dziennika. Są ze mną Iguchi Takeshi i Itadori Yuji. Na początek pozwólcie, że opowiem historię tego przeklętego miejsca. Eee… — Sasaki odchrząknęła kilka razy, nim jej głos zabrzmiał odpowiednio. — Katsuki Daido był potentatem deweloperskim i filantropem, którego koledzy porównywali do komety za serię szybkich inwestycji, które wywindowały jego majątek do niebotycznych rozmiarów. Sukces zapewnił mu fundusze na budowę wymarzonej rezydencji. Po jej ukończeniu wprowadził się wraz z rodziną i wszystko było dobrze, aż do kilku lat później.

Zapadła cisza, gdy Sasaki przewracała kolejne strony notatek, szybko je przeszukując, aby na nowo zaznajomić się z historią. Powstała cisza nie trwała długo, gdyż grunt pod rezydencją kontynuował swój naturalny cykl osiadania i ponownego zapadania się w swoje miejsce. Ściany i deski podłogowe jęczały pod wpływem przesuwania, a osad uwięziony w starych rudach uderzał o krawędzie, osuwając się z miejsca. Gdyby prąd nie został wyłączony, Yuji spodziewałby się, że światła również zaczną migotać, by dopełnić grozy pędy gryzoni, które uparcie straszyły jego senpai swoimi ślizgającymi się łapami na podłodze nad ich głowami.

— Katsuki-san był również kolekcjonerem dziełem sztuk. Obrazy, rzeźby, odważne ubrania, powieści, nuty. Wszystko to było normalne, dopóki nie zajrzało się głębiej w jego kolekcję i nie znalazło przedmiotów o bardziej makabrycznej naturze. Przynajmniej tak głosiły plotki. Mężczyzna dał się zwieść okultyzmowi, jego kolekcja rosła zarówno pod względem rozmiarów, jak i zdolności do wywoływania niepokoju u każdego, kto na nią patrzył. To właśnie niektóre z jego przedmiotów były podawane jako powód, dla którego jego żona i córka pewnego lata wyjechały na wieś. Nie próbował ich odzyskać, więc nigdy nie wróciły do domu. — Chętna do odegrania dramatyzmu w tym co opowiadała, Sasaki kontynuowała ożywionym głosem. Pomieszczenie zagrzmiało od jej kolejnych słów, gdy ignorowała gesty dwóch chłopców po obu stronach, którzy kazali jej się uspokoić. — Od fascynacji po obsesję, mówi się, że jeden konkretny przedmiot z jego kolekcji pochłonął jego codziennie myśli i opętał go tak, że popełnił samobójstwo. Jego ostatnie słowa napisane jego własną krwią, lamentują nad swoją niegodnością, pozbawiając go możliwości spojrzenia na wielkość i daremne próby osiągnięcia szczytów, których żaden śmiertelnik nie byłby w stanie pojąć…!

— Albo rynek nieruchomości załamał się w latach dziewięćdziesiątych, a za tym jego majątek. To odbiło się na jego zdrowiu psychicznym, a po pomyłce ze zwiększoną dawką leków przeciw psychotycznych, skończyło się to przedawkowaniem. — Iguchi zacytował artykuł, który przeczytali o rezydencji przed przybyciem tutaj, skutecznie odbierając Sasaki wiatru w żagle. — To nie znaczy, że jego duch nie nawiedza tego miejsca, tylko że spekulacje na temat przyczyny śmierci Katsuki’ego-san są inne od tym w plotkach.

— Ale… wiem, że musi być coś więcej w tej historii. Narastanie napięcia było tak dobre, a to wszystko skończyło się tak…

— Przyziemnie? — dokończył Yuji. — To lepsza śmierć niż opętanie i samobójstwo, to pewne.

— Tak. Chyba trochę przesadziłam. Przepraszam. — Po krótkim ukłonie w geście przeprosin Sasaki zakończyła przegląd posiadanych informacji. — Katsuki-san był człowiekiem niezrównoważonym, niezależnie od tego, czy przyczyną były siły nadprzyrodzone, czy psychoza. Jego zainteresowania to odzwierciedlają. Przechodząc do tego, co pozostało z jego majątku, większość rezydencji została częściowa zniszczona, zanim doszło do sporu prawnego o spadek, a teraz to miejsce popada w ruinę. Mam przeczucie, że uda nam się znaleźć kilka interesujących rzeczy, może kilka przeklętych lub opętanych drobiazgów, a jeśli będziemy mieli szczęście, będziemy mogli nawiązać kontakt z duchem Katsuki’ego Daido, aby dowiedzieć się czegoś nowego o jego śmierci, jednocześnie rozumiejąc, dlaczego żył tak, a nie inaczej.

Przez popękane okna i przeciekający dach wpadało wystarczająco dużo światła dziennego, by oświetlić znaczną część wnętrza budynku. Nie potrwa to wiecznie, bo zbliżał się już wieczór, ale wystarczyło, by dać wszystkim wystarczająco dużo pewności siebie, by spacerować bez potrzeby używania latarek.

— Rezydencja jest podzielona na trzy skrzydła. Jedno na zachodzie, jedno na północy i jedno na wschodzie. Nas też jest troje. Możemy wziąć po jednym skrzydle i przeszukać teren, żeby zrobić mapę, bo nie znalazłam nic o układzie w internecie. Przeprowadzimy porządne poszukiwania razem, jak się zbierzemy, i zrobimy to samo na drugim piętrze.

— Chcesz iść sam jednym z tych korytarzy? — Yuji uniósł wzrok na Sasaki, aż nazbyt przyzwyczajony do senpaiów trzymających go za ramiona, gdy przechadzali się po każdym budynku, w którym wisiała choćby iskierka niebezpieczeństwa.

— Jesteśmy tu sami. To znaczy, jedynymi żywymi. Dopóki jest światło dzienne, powinniśmy być bezpieczni. Im szybciej stworzymy tę mapę, tym szybciej będziemy mogli doprecyzować nasze poszukiwania. Nie chcę błądzić po omacku, gdy słońce zajdzie.

To było rozsądne.

Zanim się rozstali, Yuji i Iguchi upewnili się, że wyjęli z torby Sasaki notatniki, ołówki i latarki. Mieli narysować mapę i robić notatki. Latarki były na wszelki wypadek.

— Pamiętajcie, choć niektóre rzeczy tego nieboszczyka mogą być fajne, nie jesteśmy złodziejami. Róbcie zdjęcia, jeśli chcecie, ale nic więcej. Ludzie przychodzą tu od czasu do czasu, żeby upewnić się, że wszystko jest w porządku — ostrzegła ich Sasaki, zanim ruszyła w stronę zachodniego skrzydła. Iguchi, choć niechętny, ruszył do wschodniego skrzydła, zostawiając Yuji’ego, by samotnie wpatrywał się w północy korytarz.

Stojąc w równej odległości od dwóch senpaiów, zastanawiał się, jak daleko zdąży zajść, zanim któreś z nich wykrzyknie jego imię.

OoO


— Skarbie, już prawie jesteś. Nie bądź złośliwy.

OoO


Odgłos jego kroków rozbrzmiewał tak głośno, że Yuji mógł przysiąc, że za nim podąża druga osoba. Jednak za każdym razem, gdy odchylał głowę do tyłu, żeby sprawdzić, na zakurzonej podłodze nie było nic poza jego własnymi śladami.

Jego senpai również nie szli cicho, a ich kroki cichły w miarę jak odległość między nimi stale się zwiększała, aż w końcu ledwo mógł cokolwiek wychwycić. Nie zrobili tego celowo, była to konsekwencja tego, jak bardzo wypaczona stała się podłoga. Woda deszczowa musiała przeciekać do środka, co wyjaśniało zniekształcenie spływające po kilku ścianach. Dekoracyjna tapeta odrywała się w tych miejscach łatwiej, przez co trudno było nie chwycić za róg i impulsywnie zerwać resztę.

Poza zniszczonymi tapetami, kilkoma chwiejnymi stołami i fotelem, który został przesunięty do jednych z wielu drzwi w tym korytarzu, nie było niczego, co Yuji nazwały wyróżniającym się.

Wiele pokoi, do których wchodził, było pustych. Kiedyś mieściły pokoje gościnne lub małe saloniki, teraz zaś zostały z nich tylko puste skorupy. Meble, które znajdował, były najczęściej pokryte białymi prześcieradłami. Pojedyncza lampa dała mu się we znaki, bo myślał, że stoi twarzą w twarz z duchem z kreskówki, ale nie był pierwszym, który głośno krzyknął ze strachu.

Obok przykrytych mebli znajdowało się mnóstwo pudeł, skrzyń i wszelkich innych schowków, jakie tylko można sobie wyobrazić. Chwila szperania ujawniła, że wiele z nich było w połowie wypełnionych, jakby osoby odpowiedzialne za to dostały rozkaz przerwania pracy w połowie dnia i po prostu zostawiły wszystko tak, jak było. Żadna z zawartości nie była tak zwanymi niepokojącymi przedmiotami kolekcjonerskimi, o których wspominała Sasaki w swoim briefingu, chyba że stare podręczniki i porcelana nosiły głęboko zakorzenione klątwy, o których nie wiedział.

— To się robi monotonne. — Yuji podrapał się po głowie, marszcząc brwi.

Aby jeszcze bardziej wzmocnić tę argumentację, wszystkie drzwi, które do tej pory napotkał, były zamknięte. Korytarz, w którym stał, był praktycznie odizolowany od reszty skrzydła. To dawała mu kojące poczucie bezpieczeństwa, ponieważ stare zawiasy ostrzegłyby go, gdyby ktokolwiek lub cokolwiek próbowało wślizgnąć się do lub wyjść z pokoju, gdy nie patrzył.

W przeciwieństwie do swoich senpai, Yuji nie wierzył zbytnio w duchy, zaklęcia ani nic, co można by zaklasyfikować jako nadprzyrodzone. Talizmany i rytuały były niczym więcej niż amuletami lub zabawą, którymi można było się bawić, a na ich wpływ oddziaływała wiara i władza, jaką obdarzali je ludzie. Nie żeby Yuji sprzeciwiał się temu, że to wszystko było prawdziwe. Nie zamierzał pobłażać swoim senpaiom, wręcz przeciwnie, nienawidził takiego zachowania. Jednak ostatnie wydarzenia i cierpienia związane z żałobą sprawiły, że zastanawiał się, czy kontakt ze zmarłymi był naprawdę możliwy. Czy to nie tylko ludzki umysł utwierdzał go w przekonaniu, że wszystko było po staremu, podczas gdy prawda była całkiem inna?

Wczoraj wieczorem wiele rzeczy zostało niewypowiedzianych.

Żal, którego pragnął tylko zrzucić, wciąż go dręczył, narastające z każdym kolejnym uporem Yuji’ego. Nie podzielił się jeszcze tą nowiną z nikim innym, z przerażeniem czekając na powrót do szkoły w poniedziałek, tylko po to, by tak osobiste wieści rozniosły się wśród kadry.

No cóż. To był problem dla jego przyszłego ja. Na razie skupi się na dokończeniu zbioru bazgrołów, które nazywał mapą.

Wracając do poprzedniego tematu drzwi, te dalej w korytarzu, po prawej stronie, jako pierwsze zakłóciły ustalony schemat bycia zamkniętymi. Te konkretne drzwi były uchylone, chwiejąc się co jakiś czas przez przeciąg wdzierający się przez jakąś dziurę. Właśnie gdy Yuji myślał, że jego część śledztwa na pierwszym piętrze dobiegła końca, te drzwi musiały go przywołać w najdalsze zakątki północnego skrzydła.

— Jedno spojrzenie do środka i ruszam… dalej…?

Yuji wychylił głowę za framugę, wierząc, że znajdzie tam tylko ten sam powtarzający się schemat nieciekawych scen. Opóźnienie, które towarzyszyło jego reakcji, potrzeba dalszego wychylenia się przez drzwi, aż w końcu otworzyły się całkowicie - wszystko to wynikało z nagłego zastoju myśli. Z podziwu, z którego Yuji będzie musiał się wyrwać, robiąc kolejne kilka kroków w głąb pomieszczenia.

To było studio. O wiele większe niż poprzednie pomieszczenia. Imponująca przestrzeń była jednocześnie duża i ciasna, z mnóstwem przedmiotów upchniętych w każdym dostępnym kącie. Książki stały na półkach sięgających pasa, tam gdzie ściany stykały się z podłogą. Podwójne ułożenie, z jednym rzędem książek zagrzebanych za drugim, oba rzędy często znajdowały się pod kilkoma kolejnymi książkami, wsadzonymi bokiem w każdy skrawek wolnej przestrzeni.

Ściany, odzwierciedlające wystrój reszty pomieszczenia, zdobiły dzieła sztuki, szkice i diagramy symboli i pojęć wykraczających poza wiedzę Yuji’ego, zachodzące na siebie, rama w ramę. Blaty regałów i wszelkie miejsca na biurkach, jakie mogły tam być, były pokryte notatnikami, przyborami do pisania, miarkami i pustymi tubkami po farbach z używanymi pędzlami. A gdy wzrok Yuji’ego przesunął się z mebli na podłogę, dziwne kształty, które pozwalały wyobraźni szaleć w zgadywaniu, jakie stworzenia kryją się pod spodem, były ciasno upchnięte. Martwe rośliny doniczkowe, które miały tchnąć życie w tę przestrzeń, zgniły nie do poznania. Zamknięte skrzynie, chroniące skarby, służyły za podstawy, podczas gdy inne górowały nad nimi, gdy przestrzeń pozioma nie była już luksusem.

Poprzedni lokator zbudował w pokoju “korytarz”, dający Yuji’emu wystarczająco dużo miejsca, by przedostać się dalej, choć musiał się pochylać, obracać i ostrożnie machać rękami, by uniknąć uderzenia w pudła lub przedmioty przykryte prześcieradłami, będącymi na tyle niestabilnymi, że mogły spać. Efekt domina, który miał nastąpić, nie było czymś, co szczególnie mu się spodobało. Łatwiej powiedzieć niż zrobić, ale Yuji uratowała obecność naturalnego światła wpadającego przez witrażowy świetlik, zalewającego pomieszczenie gamą chłodnych odcieni. Dyskomfort sprawił, że Yuji wpatrywał się dłużej niż powinien, obserwując pnącza, które rozbijały to, co powinno być jednostajnym blaskiem słońca, na fragmenty. Niezdolność do skupienia uwagi spowodowała, że uderzył łokciem w coś, co okazało się antycznym globusem. Upadł na podłogę, a jego podstawa uniemożliwiał mu dalsze otoczenie się, ale uderzenie było na tyle głośne, że stado kosów siedzących na zewnątrz wrzasnęło z całych sił.

Cholera!

Yuji modlił się do Boga, który go słuchał, żeby uderzenie nie dotarło do uszu Sasaki. Szybko padł na ziemię, żeby uratować, co mógł. W najlepszym razie Yuji mógł po prostu podnieść globus i odłożyć go tam, skąd spadł, ale jego szczęście niestety się wyczerpało i globus miał wyraźne, duże wgniecenie w północnej hemisferze.

Może uda mu się to ukryć…

A może nie.


— Sasaki mnie zabije.

Niepewny swojej zdolności do przesunięcia starego globusa gdzieś poza zasięg wzroku, nie naruszając wszechobecnej warstwy kurzu, Yuji uniósł ze zrezygnowaniem wzrok, przygotowując się do wstania. Zatrzymał się na widok czegoś… dziwnego, ledwie widocznego za kolejnym zakrętem. Ciekawość przeniosła jego uwagę, co skłoniło Yuji’ego do postawienia globusa przy swoich stopach, po czym całkowicie nad nim przeszedł.

Znalazł obraz. Serię, ułożonych jeden na drugim, których okrycia o mało nie opadły na podłogę. Wystarczyło, że palce Yuji’ego musnęły tkaninę, by ta się zsunęła. Chmura kurzu buchnęła, chwilowo dusząc nastolatka, który rozpaczliwie przecierał twarz dłonią, próbując przywrócić stęchłe powietrze do stanu umożliwiającego oddychanie. Załzawione oczy, zmuszone do pozostania otwartymi, kwestionowały decyzję, gdy stanął twarzą w twarz z zawartością każdego płótna.

Yuji odkrył zbiór stworzeń, niepodobnych do żadnej rośliny ani zwierzęcia. Namalowane coraz większymi warstwami czarnego tuszu, ich kształty kapały na podłogę, pozostawiając na drewnie ciemną plamę. Yuji próbował je policzyć, dostrzegając nierówną liczbę ramion. Wiele z nich zlewało się z ciałem stworzenia, pióra wyłaniały się z czegoś, co można by uznać za zgarbiony kręgosłup, gdy przesuwał palcem przez kolejne. Zbyt wiele oczu zostało namalowanych na nich, dodając niepokojącego poziomu głębi dzięki czystej, wyrazistej barwie chaotycznego błękitu, jaskrawego indygo i turkusu, które zdawały się promieniować własnym światłem z płótna. Bliższe przyjrzenie się, coś, co Yuji zrobił nieświadomie klękając, pozwoliło mu zauważyć płatki srebra zmieszane z farbą. To najprawdopodobniej one odpowiadały za eteryczny blask.

Za pierwszym płótnem znajdowało się kilka kolejnych, wszystkie utrzymane w tej samej, zniekształconej estetyce. Użyte tusze zmieniały się, czasami odwracając kolory, z czarnym płótnem jako bazą i czysto białą istotą jako dodatkiem. Yuji myślał, że każdy obraz przedstawia coś innego, ale im częściej dostrzegał te same wielowarstwowe niebieskie oczy, tym bardziej zdawał sobie sprawę, że to ta sama istota, i to wielokrotnie. Humanoidalne, ale nigdy do końca idealne, żadne pojedyncze płótno nie zawierało wszystkiego, czym było, co zmuszało Yuji’ego do przeglądania każdego obrazu w celu dostrzeżenia szczegółów, którym brakowało pozostałym.

— Kim… jesteś?

Zaostrzone kły niczym ostrza mieczy, wydłużony język, który mógł zwijać się jak wąż, bestialskie nogi z ogromnymi pazurami i ogon węża - wszystko to uwięzione pod elegancką szatą, wykonaną z tego samego tuszu, rzucającą cień na to, jakie detale mogłyby się pojawić, gdyby malarz dysponował więcej niż garścią kolorów i dłonią mniej skłonną do okresowego rozchlapywania farby na płótnie bez ładu i składu. A może jednak istniała. Ale kiedy Yuji spróbował się nad tym zastanowić, dotarł do ostatniego płótna.

Innego.

Większy od reszty, całkowicie pozbawiony istoty, a jednak jej obecność była odczuwalna bardziej niż kiedykolwiek w monochromatycznej spirali, która ją zastąpiła. W jej centrum nie było nic. Pustka, z której nie mogło wydostać się żadne światło. Brak oczu nie powstrzymywała Yuji’ego przed uczuciem, jakby jego dusza była osądzana, co przeszyło go dreszczem. Jego palce puściły pozostałe obrazy, pozwalając, by stos opadł z powrotem na siebie, gdy pełzał w tył.

Jego dłonie znalazły oparcie na tym samym biurku, z którym wkrótce zderzyły się plecy. Choć słyszał brzęk przedmiotów nad sobą, nic nie spadło mu na kolana, co sprawiło, że poczuł ulgę pozwalającą mu wstać. Yuji miał zamiar w tym momencie wyjść. Nie powinien był w ogóle zapuszczać się głębiej w rezydencję bez innych, a co dopiero szperać w jej zawartości. Każde uczucie w jego ciele, od niewidzialnych robaków pełzających po skórze, po fantomowe wrażenie oddechu muskające kark, namawiało Yuji’ego do wyjścia. I tak by zrobił, zamierzał! Ale jeden obrót wystarczył, by opóźnić odwrót.

Nie mógł powstrzymać się od wpatrywania się w błysk światła przebijający się przez kurz i brud. Z perspektywy czasu, twierdzenie, że w tamtej chwili był opętany, byłoby obraźliwym usprawiedliwieniem jego czynów. To jego własna niezdolność do odwrócenia wzroku, do wysłuchania wołania zdrowego rozsądku, sprawiła, że Yuji stanął nad biurkiem, unosząc obie ręce nad małą szklaną gablotą stojącą między nim a obiektem, który go wołał.

Światło przesączało się przez szczeliny w nieprzezroczystej powłoce, docierając do przedmiotu w środku, zaginając i skręcając, zanim odbiło się z powrotem w oczach Yuji’ego. Jakiś czas temu owinięto go wokół podstawy. Stary, zbutwiały papier pozostawiono luźno. Jakiekolwiek oznaczania na nim były nieczytelne bez rozprucia go, ale Yuji nie próbował tego zrobić. Zbyt zafascynowany źródłem światła, wytarł szkło do czysta, zdezorientowany ostrymi wypustkami drapiącymi opuszki palców.

Ktoś wyżłobił coś w szkle. Czy próbowali się do niego włamać? Dzięki zawiasom z tyłu gabloty można byłoby ją łatwo otworzyć…

Aby udowodnić prawdziwości swojej teorii, wystarczyła odrobina nacisku, by szklana gablota się poruszyła. Zawiasy nie skrzypiały, jak się tego spodziewał, otwierając się jednym płynnym ruchem, ukazując to, co przez cały ten czas było uwięzione w środku.

Kulka wyrzeźbiona z kamienia szlachetnego leżała pośrodku ciemnofioletowej poduszki. Była mniej wielkości dużej gumy do żuciu, a zmieniając kąt, pod jakim na nią patrzył. Yuji dostrzegł, że marmur nie był tak idealnie okrągły, jak mu się początkowo wydawało. Przed Yuji’m, lekko pochylone ku górze, znajdowało się płytkie, okrągłe wgłębienie.

Wyglądało jak oko.

Dawało takie same poczucie, patrzenia na niego, tak jak wcześniejsze obrazy. Niezależnie od tego, w którą stronę Yuji przesuwał się nad biurkiem, nie mógł pozbyć się wrażenia, że podąża ona za każdym ruchem, mimo że nigdy nie poruszało się na wyściełanym cokole.

Złudzenie światła - pomyślał Yuji, wpatrując się w głębiej w krystaliczne wiry przedstawiające prądy i fale, które nie mogły być w ruchu. Mnóstwo odcieni błękitu rywalizowało o dominację. Dopiero gdy Yuji mrugnął, zdołał otrząsnąć się z zamętu w głowie.

Przytłoczony, Yuji chwycił się za pierś i westchnął. Nie mógł całkowicie rozluźnić mięśni, ale znów mógł oddychać. Oddychanie było dobre. Niezbędne. I coś, co często brał za pewnik. Nigdy nie był tak przerażony aktywnością swojego klubu, Yuji nie mógł temu zaprzeczyć, naprawdę chciał wrócić do reszty.

Dopiero, gdy Yuji się uspokoił, zdał sobie sprawę, że klejnot z biurka spoczywał teraz na jego dłoni. Nie przypominał sobie, żeby go wziął, ani nawet o tym myślał, a jednak nie mógł zaprzeczyć, że go trzyma. Gablota obok niego była pusta. Yuji ponownie zmierzył się z niewzruszonym ciężarem spojrzenia tego przedmiotu.

Jeszcze bardziej niepokojące były oznaki ruchu, które Yuji dostrzegł kątem oka. Sporadyczne i nielogiczne, wkradające się coraz głębiej, aż w końcu nie mógł im zaprzeczyć, jakkolwiek by tego nie chciał.


Yuji nie był sam.

Notes:

— To nie jest stuprocentowa zamiana ról, choć poza Gojo i Sukuną w tym AU pojawią się inne postacie, których role się zamieniły. Trochę mnie denerwuje, że Gojo nie mógł (dokładnie) pojawić się w pierwszym rozdziale, ale nie mogę się doczekać, aż w końcu zobaczymy jego interakcję z Yuji’m 😀

— Uwielbiam nawiedzone rezydencje. Początkowe śledztwo z innego wątku z Utahime i Mei Mei wywołało uśmiech na mojej twarzy, więc ten początek jest w pewnym sensie hołdem dla tego. Chciałam również, aby Yuji odkrył przeklęty obiekt, w którym ukrywa się nasz drugi główny bohater, w zupełnie inny sposób niż kanoniczny, jednocześnie zachowując wprowadzenie Yuji’ego i ugruntowanie jego postaci oraz dwójki jego towarzyszy z klubu okultystycznego.

— Sasaki i Iguchi to całkiem zabawne i często niedoceniane elementy w JJK. Nic dziwnego, że mam słabość do Sasaki, skoro pisałam o niej już kilka razy, ale możliwość pisania o tym trio jest całkiem fajne. Szczerze mówiąc, mogłabym przeczytać krótkie opowiadanie o tej trójce, oddającej się swoim klubowym zajęciom poza fabułą JJK.

— Imię Katsuki może oznaczać “gnijące lub gnijące drewno” natomiast Daido “w najlepszy możliwy sposób”, co uważam za bardzo makabryczne połączenie. Oprócz głębszego znaczenia, skupisko mleczy na zewnątrz posiadłości symbolizuje odwagę.

— Myślałam, że Gojo mógłby mieć sześć oczu do zebrania zamiast dwudziestu palców. Patrzyłam na zmumifikowane oczy, ale ostatecznie zdecydowałam się na rzeźbione kamienie szlachetne, aby dodać mu bardziej eterycznego lub niebiańskiego piękna, które mogłoby sprawić, że wydawałby się mniej potworny niż jest. Obrazy oddają to lepiej, ale są też bardziej abstrakcyjne i nie są w stanie w pełni uchwycić nieskończoności, jaką jest Gojo Satoru.

— Sukuna pojawi się później w następnych rozdziałach. Nie mogę się doczekać, aby rozwinąć jego i Yuji’ego historię.