Actions

Work Header

Wiem, co zrobiłeś w Shibuya zeszłego lata

Summary:

Pomimo dołączenia do Mahito i innych klątw, Junpei nie chce stracić jedynego człowieka, z którym mógł się utożsamić. Było między nimi coś, czego nie można było zignorować, ale co miał zrobić, skoro stali po przeciwnych stronach?

Notes:

(See the end of the work for notes.)

Work Text:

Choć Junpei miał jedynie mgliste wspomnienie plaży z wczesnego dzieciństwa, był pewien, że miejsce, w którym obecnie siedział, nie do końca oddawało charakter tego. Nic nie było tak jak powinno. Przebywanie pod parasolem lub stanie po kostki w wodzie w pełnym słońcu nie zmieniło temperatury powietrza, a jedynie intensywność światła, które zmuszało do zasłaniania oczu, gdy wpatrywał się w iluzję bezkresnego morza. Słońce nie emitowało ciepła. Co więcej, piasek pod palcami rąk i nóg Junpei’a nigdy nie przyklejał się do skóry, przez co kciukami przeczesywał wnętrze dłoni w poszukiwaniu guzków czy ran.

Dało to Junpeio’owi wystarczającą wymówkę, by milczeć i trzymać się na uboczu, co wolał, gdy Mahito nie było w pobliżu.

Domena była kieszonkowym wszechświatem stworzonym przez ekspansję woli danej istoty, ale wciąż istniała w świecie fizycznym. Tak mu to wyjaśniano. Domeny miały swoje prawa, fizykę i pomimo tego, jak surrealistyczne i nierealne mogło być przebywanie w jednej z nich, nie czyniło ich to mniej realnymi i tym bardziej niebezpiecznymi.

Jednak to nie w samej domenie odnajdywał swe zmartwienie, lecz w jej mieszkańcach. Przeklęte duchy, których aury przyćmiewały jego własną, ich szyderstwa i pogarda dla jego wyglądu były równie szczere, co okrutne. Nie powstrzymało to Mahito przed radosnym przedstawieniem nowego przyjaciela, którego poznał podczas swojej nieobecności. Nazywano go sprzymierzeńcem, Junpei’em. Również wstrętnym człowiekiem.

Ten sam tytuł musiał nosić dziwny mnich, który do nich dołączył. Po co inny człowiek miałby istnieć w miejscu przeznaczonym wyłącznie dla przeklętych duchów? Ale był jeszcze trzeci, kolejny mnich o siwych włosach, który nie chciał uznać Junpei’a, więc być może ich niechęć do ludzkości miała kilka wyjątków, niż przypuszczał.

Żaden z przeklętych duchów - Jogo, Hanami, Dagon - nie odczuwał potrzeby ani zainteresowania rozmową z Junpei’em, gdy Mahito nie był obecny i nie wymuszał takich interakcji. Łatana klątwa z pewnością robiła to, by zobaczyć, co z tego wyniknie, czerpiąc radość z bełkotu Junpei’a i wszelkich wybuchów wściekłości, jakie wywołał u Jogo. Ale za każdym razem Mahito interweniował, zanim napięcie osiągnęło poziom każący ochronę człowieka, który był rażąco zdeklasowany.

— Widzisz? Powoli go wymęczamy. — Mahito zachichotał, klepnąwszy Junpei’a w ramię. — Jogo wkrótce nie będzie miał siły, żeby się na ciebie wściekać. Geto potrzebował ponad tygodnia, żeby Jogo w ogóle się do niego odezwał, nie krzycząc przy tym na cały głos. Założę się, że pobijemy ten rekord.

Junpei nie był szczególnie zachwycony tą deklaracją, ale nie zamierzał się sprzeciwiać. Jednak dopóki Mahito nie było w pobliżu, Junpei zadowalał się trzymaniem innych przeklętych duchów na odległość. To samo w sobie wystarczyło, by wywołać nudę, której zaczynał nienawidzić, gdy okazało się, że Mahito nie wróci najbliższym czasie. Junpei był człowiekiem. Potrzebował zmiany. Ruchu. I jedzenia. Jego żołądek dawał mu to wyraźnie do zrozumienia.

Gdy obserwowanie, jak ta sama fala rozciąga się i cofa na piasku, nie było wystarczająco stymulujące, Junpei sięgał po telefon. Nie mógł połączyć się z internetem ani nawet skorzystać z danych w tym miejscu, ale funkcje offline były całkiem przyzwoite. Jakiś czas temu ściągnął grę logiczną i kiedy się nią znudził, mógł po raz piąty przestawić aplikacje. Trochę posprzątać. Usunąć niepotrzebne zdjęcia i kontakty…

Junpei zwolnił po pierwszym przesunięciu palcem po swojej i tak już krótkiej liście kontaktów. Większość z nich to firmy, niechętni koledzy z klasy, z którymi odrabiał zadania domowe, nieaktywny numer telefonu jego matki i… Itadori Yuji.

Zaklinacz, z którym czuł więź, której nie potrafił wyjaśnić. Ktoś o zbyt dobrym sercu i zbyt wielkiej energii, który mimochodem wcisnął Junpei’owi swój numer telefony w ręce z powodu ich nagłej więzi filmowej i możliwości wspólnego obejrzenia któregoś z nich w kinie. Junpei był podejrzanym w ich śledztwie. Połączeniem z Mahito, a jednak Yuji wiedząc o tym, nadal kontaktował się z nim z niczym innym, jak tylko szczerym uśmiechem, wykonując swoją pracę. A Junpei, wiedząc, że przeklęte duchy i zaklinacze nie szły w parze, nadal wierzył w tamtej chwili, że taka możliwość była czymś, na co mógł czekać z niecierpliwością.


Junpei nie mógł pozbyć się wrażenia, że stracił swoją szansę.


Jeden z niewielu prawdziwie życzliwych ludzi, człowiek, którego nie mógł nienawidzić ani znienawidzić od momentu spotkania, aż do kłótni, która wybuchła po interwencji Yuji’ego w akcie jego zemsty… Nawet w najgorszym momencie życia Junpei’a, gdy ten zdecydował się na pozbycie brudu ze swojego życia, zaklinacz nigdy nie patrzył na niego z pogardą, gdyż współczucie przychodziło mu o wiele bardziej naturalnie.

Mahito był w pewnym sensie przyjacielem, ale Junpei uważał go raczej za źródło wiedzy. W ich relacji istniał dystans wynikający z pozycji, jaką zajmowali - zarówno pod względem władzy, jak i zrozumienia świata, w którym teraz znajdował się Junpei. Mahito nie mógł wypełnić tej samej przestrzeni, którą Junpei nie zdawał sobie sprawy, że zajmował Yuji, dopóki ta się nie opustoszała.

Nie mógł powstrzymać się od myśli, że był głupi, że tak przejął się kimś, kogo znał tak krótko. Mimo to Junpei chwycił się koszuli tuż nad sercem. Tęsknota za kimś innym była równie dziwna, co bolesna. Nie żałował decyzji o odejściu z Mahito. Przeklinał to, jak szybko wszystko się zmieniało, jak bolesne było życie, gdy pędził na pełnych obrotach, i jak bardzo żałował, że nie spędzili razem choć trochę więcej czasu tej nocy, gdy Yuji został na kolacji.

Junpei pokręcił głową, ale nie udało mu się uwolnić od dręczącej jego umysł udręki, gdy wrócił do swojego poprzedniego dylematu.

Rozwiązanie jego nudy było tuż obok. Film i całe to okropne jedzenie, które się z tym wiązało, były tym czego rozpaczliwie pragnął. Jego aktualna rutyna była czymś, czego nie mógł znieść, ale… samotne chodzenie już nie sprawiało mu przyjemności. Nie, skoro mógł mieć kogoś równie entuzjastycznie zaangażowanego, kto dorównywały mu w entuzjazmie, jakby nadawali na tych samych falach.

Cholera.

— Powinienem usunąć jego kontakt i mieć to z głowy — syknął Junpei, zatrzymując kciuk nad ikoną kosza na śmieci, odczytując cyfry pod imieniem Itadori’ego.


Kogo kontakt usunąć?


Junpei podskoczył, słysząc głos dochodzący zza jego ramienia. Nagły ruch sprawił, że zatoczył się na piasku, upuszczając telefon, który Geto wyrwał z powietrza, zanim ten wbił się w ziemię.

Geto-san?!

— Itadori Yuji? — Z jedną ręką zaciśniętą na brodzie, Geto nucił jakąś bezsensowną melodię, trzymając telefon Junpei’a poza zasięgiem. — Jeśli się nie mylę, był z zaklinaczem badającym ciebie i Mahito.

— On, hmmm, dał mi swój numer, zanim dowiedział się o Mahito! Właśnie miałem usunąć jego kontakt, bo jest zaklinaczem i…

— Naprawdę? — Uniesiona brew Geto tylko spotęgowała niepokój narastający w gardle Junpei’a. — Dość długo się wahałeś.

— To… — Junpei zamilkł. Żadna wymówka nie uchroniła go przed przyznaniem się do prawdy, tak jak nie mógł uniknąć mężczyzny górującego nad nim. Zaakceptowanie tego wystarczyło, by Junpei westchnął, zanim wyjaśnił swoją niechęć. — Pomyślałem, że skoro Mahito wróci dopiero za jakiś czas, to mógłbym pójść do kina. Rozmawialiśmy z Yuji’m o spotkaniu się, żeby obejrzeć razem film, ale to było zanim się pokłóciliśmy… Teraz nie będzie chciał mieć ze mną nic wspólnego, więc po co zawracać sobie głowę jego numerem?

— Jesteś pewien, że nie będzie chciał?

Junpei przechylił głowę, zdezorientowany.

— Nie. Ale to zaklinacz z Jujutsu Tech! A ja dołączyłem do Mahito i do was jako użytkownik klątwy. To czyni nas wrogami.

— A co to ma wspólnego z oglądaniem filmu?

— Geto-san, nie rozumiem.

Mnich szturchnął Junpei’a, żeby się przesunął, zapewniając im obu równy cień pod parasolem, który nastolatek nieoficjalnie uznał za swój. Od mężczyzny emanowała inna aura niż od przeklętych duchów w sposób, który Junpei’owi trudno było wytłumaczyć. Wiedział, że Geto był potężny, sądząc po przeklętej energii, którą czuł, nawet pomimo swoich przytępionych i nie doświadczonych zmysłów, ale sposób, w jaki się zachowywał powstrzymywał przed pamiętaniem tego. Jego przyjazna natura początkowo przynosiła ulgę, ale teraz, gdy jego uśmiech ze zmrużonymi oczami nie znikał mu z twarzy, Junpei był ostrożny, aby nazwać go szczerym.

— Co teraz chcesz zrobić?

— Yyy, chyba obejrzeć film?

— Z?

Junpei zerknął na swój telefon, który trzymał Geto, żeby mieć pewność, że ekran był w pełnym polu widzenia.

— Z Yuji’m. Nie w sensie zdrady związanej ze zmianą stron. Dokonałem już wyboru. Jestem dzięki temu szczęśliwszy, w końcu czuję, że mam pozory kontroli nad tym, co się stanie. Ale… nadal chcę udawać, chociaż przez dwie godziny, że to co się stało z Yuji’m, nie zdarzyło, żebyśmy mogli śmiać się z głupich efektów w horrorze i jeść gówniany, czerstwy popcorn, bo… To jedyna osoba, którą znoszę. — Junpei przełknął ślinę, gdy te słowa padły. — Obecne towarzystwo jest pominięte!

Jeśli Junpei obraził mnicha, Geto nie dał tego po sobie poznać. Zamiast tego jedynie skinął głową, gdy Junpei mówił.

— Skoro tego chcesz, to dlaczego celowo powstrzymujesz się przed osiągnięciem tego? — Ekran telefonu Junpei’a zgasł, pozostawiając nastolatka wpatrzonego w swoje zagubione odbicie. — Nie jesteśmy przeszkodą, którą musisz pokonać. Nie zostaniesz uznany za zdrajcę za bratanie się z wrogiem poza pracą. I wbrew temu, co mógłbyś przypuszczać, Mahito uznałby twoje próby utrzymania kontaktu za zabawne. Zwłaszcza gdy nadejdzie czas kolejnego starcia naszych sił. W najgorszym razie będziesz musiał przekonać go, żeby cię nie śledził, jeśli planujesz, żeby to się stało czymś częstym.

— Okej? — Junpei nie był do końca pewien, dlaczego Geto miałby to popierać ani co z tego by miał. — Ale nawet gdybym do niego napisał… Dlaczego miały się zgodzić? Dlaczego w ogóle miały odpisać?

— Kto wie? Wszyscy zaklinacze są trochę bardziej szaleni niż reszta populacji. Niezależnie od powodu, poddanie się, zanim się spróbuje, wydaje się bezcelowe. — Geto rzucił telefon Junpei’a na jego kolana, gdy nastolatek nie zdołał go złapać. — Mahito powiedział, że byłeś dość tchórzliwy, kiedy się poznaliście. Trochę jak ten shikigami, którego przywołujesz.

Geto był dość rozbawiony tym porównaniem.

Junpei nie.

— Ale twoja pewność siebie rosła dość szybko. Wygląda na to, że osiągnąłeś szczyt. — Mnich podniósł się z piasku. Zrobił krok naprzód, wpatrując się w ocean. — Skoro wahasz się nad chłopcem, jak możemy ci zaufać, że nie zawahasz się przed czymś o wiele ważniejszym?

Po tych słowach Geto zostawił Junpei’a w samotności, nie oglądając się za siebie. Uwaga mnicha skierowała się gdzie indziej, bardziej zainteresowany zatrzymaniem Jogo, by z nim porozmawiać, niż dzieckiem, które zostawił.

Junpei zacisnął mocniej dłoń na telefonie. Nie lubił być obrażany. A już szczególnie nienawidził, gdy traktowano go z góry, nawet jeśli słowa Geto były w gruncie rzeczy słuszne. Nie widział przyszłości. Spekulacje mu nie służyły, więc czemu nie spróbować i nie przekonać się, jak daleko może się posunąć, namawiając Yuji’ego do pójścia z nim do kina? Jeśli się uda, będą się dobrze bawić. Jeśli nie, to już byli wrogami, co tak naprawdę miałoby się zmienić?

Z pewnością siebie, która teraz wzrosła w porównaniu z tym, co było wcześniej, Junpei poderwał się na nogi. Zdeterminowany, by to zakończyć, przedzierał się przez piasek dzielący go od drzwi prowadzących do wolności i połączenia do sieci, które umożliwiało napisanie wiadomości. Tak jak Geto, nie obejrzał się za siebie na mnicha ani na żadnego z przeklętych duchów, wychodząc, wiedząc, że mężczyzna wyjawi im wszystko, jeśli będą chcieli zapytać.

Nie był pewien, co powie, gdy już wyjdzie na zewnątrz. Pierwsza wiadomość była ważna, ale miał już dość ciągłego wpatrywania się w ten sam pusty ekran. Marnował jedynie światło dziennie, pozostało więc Junpei’owi napisanie pierwszej rzeczy, jaka przyszła mu do głowy.


[Co z tym filmem?]

OoO

 

[Co?]

[Czy jesteś poważny?]

[Gdzie jesteś?]

[Wszystko w porządku??? Junpei???]


[Nigdy nie czułem się lepiej. Dołączysz do mnie?]

[W czym? To poważna sprawa.]


[Właśnie znalazłem to kino w Shibuyi, w którym grają Human Earthworm 2.]

[Mówiłeś, że mam się z tobą skontaktować w sprawie wspólnego oglądania filmu.]

[Jesteś zainteresowany, tak czy nie?]

OoO


[Jak się nazywa kino?]

Yuji nie mógł uwierzyć w to, co napisał. Jakby był opętany własną, chorobliwą ciekawością, odpowiedział, zanim jego umysł zdążył zarejestrować wiadomość pojawiającą się na ekranie. Junpei skontaktował się z nim znikąd. To było zbyt nagłe. Zwłaszcza że Yuji myślał, że Junpei skasował jego numer i zerwał z nim kontakt… I pierwszą rzeczą, którą napisał było zaproszenie do kina?

Cichy dźwięk telefonu Yuji’ego zasygnalizował przyjście sms’a. To był adres.

Szybkie wyszukiwanie w Google potwierdziło, że faktycznie to było kino.

To mógł być dobry znak. Junpei nie był w bezpośrednim niebezpieczeństwie, o ile Yuji mógł stwierdzić. A może chciał, żeby tak myślał! Równie dobrze mógł wymieniać wiadomości nie z Junpei, a tym przeklętym duchem Mahito. Mógł ukraść telefon i była to pułapka!


[Przyjdź sam.]


Och, dajcie spokój. To było takie oczywiste!

Chyba, że… Nie było, a Junpei w ten sposób prosił o pomoc! Plan ucieczki, wyrwania się spod manipulacji tego przeklętego ducha… Yuji był jego jedyną deską ratunku.

Junpei nie był złą osobą. W porównaniu z tym przekleństwem, które rozkoszowało się zdziwieniem i rozczarowaniem Yuji’ego, gdy Junpei stanął po stronie Mahito, Junpei tylko odwrócił się w milczeniu. Było w nim poczucie winy. Być może żal. To wszystko musiało coś znaczyć.

Albo Yuji chwytał się brzytwy i nie mógł ignorować swojej intuicji, że to była pułapka.

— To głupota. A może po prostu…



[Przyjść samemu? Naprawdę?]

[Czy to jakaś pułapka?]


[Nie. Rozumiem, że moje wiadomości mogą tak brzmieć. Nie musisz mi wierzyć, ale faktycznie chcę jedynie obejrzeć film.]

[Nie chcę tego robić sam.]

[Dlaczego nie zabierzesz Mahito?]


[Nie docenia filmów.]

[Poza tym pewnie by kogoś zabił.]

[To psuje cały sens wyjścia.]

[Tak]

[Okej]

[W porządku]


[Film rozpoczyna się o 18:00.]

[Zapłacę za bilety.]

[Do zobaczenia?]


Yuji zacisnął zęby, sycząc, co później przerodziło się w jęk, gdy z bólem odrzucił głowę do tyłu. Chciał wierzyć Junpei’owi, naprawdę chciał, i wiedział, że zachowuje się głupio. Niezależnie od tego… Jego sensei wróci do domu dopiero jutro. Yuji dostał wolną rękę i nikt mu wprost nie powiedział, że nie może pójść na spacer. Bardzo długi spacer. Na dworzec autobusowy… Co z tego, że wszystko to w pewnym momencie zostało ze sobą połączone?

Gdyby to była pułapka albo gdyby Junpei był w niebezpieczeństwie, Yuji tylko naraziłby go na jeszcze większe niebezpieczeństwo, nie przestrzegając zasad. A gdyby zabrał ze sobą kogoś, ta osoba mogłoby założyć najgorsze i zaatakować Junpei’a od razu za bycie użytkownikiem klątw! Najlepiej było po prostu trzymać się planu, który przedstawił Junpei. Yuji miał czterech dorosłych, z którymi mógł się skontaktować w razie problemów. Jeden z nich mógł teleportować się przez Japonię, jakby to było nic, więc jaki problem, gdyby poszedł sam?


[Jasne. Spotkamy się na miejscu.]

OoO


Junpei oparł się o ścianę kina, wpatrując się w telefon, by uniknąć patrzenia na morze ludzi ocierających się o niego. Wieczorem miejsce ulice były zatłoczone, hałaśliwe i przyprawiały o ból głowy, gdy tłum stawał się zbyt gęsty. Nie powstrzymało go to jednak przed uniesieniem głowy akurat w samą porę, by zauważyć znajomy obłok przeklętej energii przeciskający się przez tłum.

Wyczuwanie przeklętej energii ułatwiało rozpoznanie zaklinacza niczym góry górujące nad doliną. Pomimo czerwonej bluzy z kapturem naciągniętym na pamiątkową czapkę z Tokio i białej maski medycznej na twarzy, Yuji’ego łatwo było rozpoznać. Poruszał się z taką energią i determinacją, że jego ruchy wydawały się zabawne w porównaniu z przeprosinami, które pojawiały się przy każdym pchnięciu czy szturchnięciu, by dotrzeć do Junpei’a.

Jak na ironię, Yuji nie zasłonił oczu, które błyszczały bardziej niż cokolwiek innego. Wyglądał na wściekłego, tak jak obawiał się Junpei. Jednak to uczucie szybko zniknęło, gdy tylko go zobaczył. Ogarnęła go ulga, podobnie jak niezręczna atmosfera, gdy myśleli o tym, co mogliby sobie powiedzieć, skoro nadszedł czas, by porozmawiać, zamiast pisać wiadomości.


— Junpei.

— Yuji.


Yuji zacisnął dłonie w pięści przy bokach. Junpei wiedział, że go nie uderzy. Nie, kiedy spojrzenie Yuji’ego błądziło w poszukiwaniu kogoś innego, a potem rozluźnił się na chwilę, gdy nikogo nie ujrzał. Starszy nastolatek przyszedł sam, tak jak obiecał.

— Puszczają limitowaną serię wszystkich części filmów o Człowieku Dżdżownicy. To część promocji czwartej części, która ukaże się za kilka tygodni. Druga jest najlepsza z trzech i nie chciałem, żebyś musiał siedzieć w kinie cały dzień, dlatego oglądamy tylko ją.

— Czy nie porozmawiamy o tym, jak przeszedł na ciemną stronę?

— Gwiezdne Wojny? Serio?

— Wiem, że to nie jest najbardziej kreatywne porównanie, ale… Nie o to chodzi! — Yuji gwałtownie wskazał na Junpei’a, centymetry od szturchnięcia go. — Dołączyłeś do przeklętego ducha!

Junpei rozpaczliwie pragnął zmienić temat. Nie chciał o tym rozmawiać. Wspominać o tym. Myśleć o tym. Nie po to tu był, ale to była nieunikniona konsekwencja spotkania z Yuji’m po tym, co się wydarzyło.

— Co innego mogłem zrobić? Jakie miałem inne opcje, po tym, co zrobiłem? — Junpei zrobił krok naprzód, wciskając ramię w opuszki palców Yuji’ego. — Nie mogłem być zaklinaczem. Nie takim jak ty. Nie… Przyszedłem tu obejrzeć film z przyjacielem.

Ja też. — Yuji odmówił poruszenia się. — Junpei, jeśli krzywdzisz ludzi… Myślisz, że spaliłeś za sobą mosty, ale tak nie jest. Jeśli powiemy Gojo-sensei, że byłeś manipulowany, może mógłby…

Nie zostałem zmanipulowany. Dokonałem wyboru i go zaakceptowałem. — Junpei wsunął ręce pod kurtkę matki, naciągając materiał i naciskając go w dół, jak się tylko dało, mamrocząc kolejne słowa. — Nie zrobiłbym niczego nikomu, kto na to nie zasługuje.

— Naprawdę?

Ignorując pytanie, Junpei ruszył w stronę wejścia do kina.

— Film zaraz się zacznie. Jeśli chcemy najpierw kupić coś do jedzenia, powinniśmy wejść teraz, zanim zajmą dobre miejsca. Nie chcę również przegapić zwiastunów.

— Zwiastunów?

— Reklamy nowych filmów.

— Wiem, co to są zwiastuny. Na DVD również są. Zawsze je przewijałem.

Serio? Junpei westchnął, opierając się o drzwi, napierając na nie całym ciężarem, żeby się nie zamknęły, dopóki Yuji nie przejdzie. Jego przyjaciel nie był tak entuzjastycznie nastawiony jak z początku Junpei. Wnętrze kina było wystarczająco rozpraszające, by przełamać ponury nastrój - plakaty nadchodzących filmów wisiały wszędzie, a przestrzeń pomiędzy nimi zaśmiecały inne dekoracje promocyjne.

— Zwiastuny to przystawka. Filmy to danie główne. Zawsze mogę w nich znaleźć coś, na co czekam, ale przyznaję, że większość studiów filmowych przyjęła bardzo generyczne i oklepane rozwiązania montażowe. — Junpei wskazał na stoiska z przekąskami. — Zastanawiam się nad popcornem. Chcesz coś?

— Z tymi cenami?

— Ja stawiam.

Yuji niechętnie przyjął ofertę Junpei’a. W ten sposób skończyli z dwoma napojami gazowanymi i gigantycznym wiaderkiem popcornu. Pół na pół z masłem i karmelem. Aromat był nostalgiczny, wręcz uspokajający, gdyby nie inne czynniki, które utrzymywały Junpei’a w napięciu przez cały czas.

Yuji podążał za nim, gdy weszli do sali kinowej, zajmując miejsce obok niego i rozluźniając się na nim dopiero po rozpoczęciu filmu. To dało Junpei’owi sygnał, by zrobić to samo. Ich sala była pełna, ale biorąc pod uwagę, że to była Shibuya i pora dnia, kiedy większość ludzi nie była w pracy ani w szkole, należało się tego spodziewać. Junpei nie zdawał sobie sprawy z tego efektu, dopóki film nie osiągnął punktu kulminacyjnego, kiedy obaj nastolatkowie chwytali się za siedzenia i siebie nawzajem, gdy na ekranie pojawiały się makabryczne efekty.

Ich własna historia powinna ich znieczulić na takie obrazy, ale w pewnym sensie to, czego byli świadkami, uderzyło ich mocniej niż podczas jakiekolwiek wcześniejszych seansów. Przyspieszone tętno i groza przed spektaklem, jaki ten krwawy film miał na celu stworzyć, nie zniknęły wraz ze świadomością, jak się to skończy. Otaczający ich tłum reagował podobnie, wypełniając salę westchnieniami i innymi reakcjami słuchowymi, które sprawiały, że nie czuli się inni od reszty. Byli normalni.


Jedynymi protagonistami i potworami, które im towarzyszyły, były te przedstawione w fikcyjnym świecie na ekranie.


— Te efekty wyglądały o wiele bardziej realistycznie na dużym ekranie.

Yuji trzymał się za brzuch, wychodząc z kina. Mdłości nie oznaczały, że nie bawił się dobrze, o czym świadczył drżący uśmiech na jego twarzy.

— Bardziej realistyczne? — Junpei zaśmiał się na to, choć rozumiał, co nastolatek miał na myśli. — To dlatego, że większość z nich była fizyczna. Można osiągnąć pewien poziom autentyczności, pracując z namacalnymi rzeczami, którego CGI nie zawsze zapewnia.

— I miałeś rację, że oglądanie na dużym ekranie różni się od oglądania w domu. Naprawdę czułem się, jakbym w tym uczestniczył, rozumiesz? Albo nie… No cóż, wiesz, o co mi chodzi. Ciekawe, jak to jest oglądać film 3D.

Zbyt podekscytowany, by się powstrzymać, Yuji pobiegł do plakatów nadchodzących filmów, szukając premiery 3D. Jakieś to smutne, że to Junpei musiał popsuć mu zabawę.

— Zwykle to jakiś okropny chwyt marketingowy, dorzucony do filmu, a nie coś, co jest uwzględnione podczas kręcenia filmu.

3D zazwyczaj przyprawiało Junpei’a o ból głowy. Za pierwszym razem był fajne, ale potem już nie tak bardzo.

— Och.

— Prawdopodobnie jest kilka wyjątków! Może będziemy musieli znaleźć je następnym razem.

— Następnym razem…? — Yuji odwrócił się do Junpei’a, zwalniając tempo, aż zniknął wszelki ślad po wcześniejszym entuzjazmie. — Chcesz to zrobić jeszcze raz?

— A ty nie?

Dobrze się bawili. W czym był problem? Niespodziewanie Junpei poczuł, jak jego ręce same wyciągają się do przodu, ściskając dłonie Yuji’ego, błagając go, by pozwolił na to, o co prosił.

— Moglibyśmy sprawdzić różne kina. Różne gatunki filmów. Spróbować dziwnych rzeczy oferowanych w każdym barze w nich. Żadnych przeklętych duchów ani zaklinaczy. Tylko ty i ja, bez względu na to, co się dzieje poza tymi murami. Możemy być tu dla siebie nawzajem.

— Miło by było to zrobić jeszcze raz, ale… nie mogę ignorować…

— To tylko dwie godziny. Może trzy. Nie proszę cię, żebyś udawał w nieskończoność. Ale od czasu do czasu, kiedy się spotkamy, udawajmy, że znów jesteśmy przyjaciółmi.

Yuji spuścił głowę. Zanim Junpei zdążył powiedzieć coś więcej, uwolnił dłonie i objął nimi Junpei’a. Otulony i skrępowany, Junpei mógł tylko wpatrywać się w sufit nad sobą, słysząc ciche szlochy, których Yuji starał się stłumić. To niesprawiedliwe, jak zaraźliwe były.

— Zawsze będziemy przyjaciółmi, Junpei. Zawsze będę przy tobie, żeby ci pomóc, bez względu na wszystko. Nieważne, ile to zajmie. Jeśli to wiąże się z oglądaniem filmu po filmie, to właśnie to zrobię.

To nie było dokładnie to, czego Junpei pragnął, ale to był początek. Jego umysł nie zmieni się tak łatwo. Już nie. Ale jego serce…


Ten kompromis był najlepszy, jaki mogli osiągnąć.

OoO


Zapadła noc, zanim Yuji opuścił kino. Powrót autobusem do domu zajął mu więcej czasu, niż się spodziewał, ponieważ autobus, którym jechał do miasta, nie miał linii powrotnej, która doprowadziłaby go w pobliże szkoły aż do następnego ranka. Aby dotrzeć do domu swojego senseia, musiał sporo przejść i staranie się chować za każdym razem, gdy słyszał przejeżdżający samochód, na wypadek gdyby to był ktoś ze szkoły.

Czuł się jak jeden z nastolatków z tych filmów, którzy po szalonej imprezie skradali się do domu. Chociaż wolałby uniknąć podróży z “imprezy” do domu, bo kiedy dotarł do drzwi wejściowych domu swojego sensei’a, bolały go nogi, a płuca paliły od ostatniego sprintu między drogą a ustronnym domem, w którym mieszkał.

Na szczęście drzwi pozostały otwarte, tak jak je zostawił. Na początku wydawało mu się, że próba zachowania ciszy była bezsensowna, skoro był jedyną osobą obecną, ale skrzypnięcie drzwi było na tyle głośne, że zaczął się martwić, że dźwięk rozniesie się echem po pozostałych wzgórzach, co skłonił kogoś w pobliżu do zbadania sprawy, dlatego pozostał ostrożny. Z tego samego powodu nie zapalał światła. Oczy Yuji’ego przyzwyczaiły się do ciemności na tyle, że mógł bez większych obrażeń dotrzeć do sypialni gościnnej, ale nie dostrzegł postaci siedzącej głębi pokoju. Na jego obronę, to nie ich wina, to krzesło znajdowała się w ciemnym kącie, ukryte w cieniach.

I tak, w chwili, gdy Yuji zamknął za sobą drzwi i zrobił nie mniej niż cztery kroki do środka, oślepił go nagły potok światła.


No, no, no. Co my tu mamy?


Mrużąc oczy, Yuji zmusił się do spojrzenia w górę akurat w momencie, gdy fotel biurowy, podejrzanie stojący na środku pokoju, odwrócił się, ukazując jego sensei’a. Mężczyzna skrzyżował nogi, łokcie oparł na poręczach i pokręcił z rozczarowaniem głową na widok, jaki miał przed sobą.

Cholera.

— Mój drogi uczeń wymyka się we… wtorkowy wieczór? Tak się martwiłem, kiedy wróciłem wcześniej do domu i nigdzie cię nie znalazłem. O ile mi wiadomo, mogli cię wytropić i porwać! — Gojo przesadzał z dramatyzmem, ale to nie powstrzymało Yuji’ego przed poczuciem winy za to, że zniknął. — Czy odebranie telefonu by cię zabiło?

— Ni… nigdy nie wysłałeś wiadomości! — Yuji wyciągnął komórkę, żeby to udowodnić. — I również nie zadzwoniłeś! Skąd mogłem wiedzieć, że wróciłeś wcześniej?

— Nie o to chodzi. A mój powrót miał być miłą niespodzianką. — Gojo rozprostował nogi z hukiem uderzając stopami o ziemię, gdy poderwał się z krzesła. Towarzyszyło mu westchnienie żalu, gdy oparł ręce na biodrach, choć wyglądało to bardziej na naśladowanie Nanami’ego niż na naturalną dla niego pozę. — Kiedyś byłem nastolatkiem. Rozumiem, że czasami trzeba łamać zasady dla dreszczyku emocji i normalnie nie beształbym cię, gdyby nie ten drobny fakt, że powinieneś być martwy.

— Byłem ostrożny!

Gojo podszedł do Yuji’ego, wciąż z okularami przeciwsłonecznymi mocno wysuniętymi na nos, nie dając nastolatkowi możliwości na odczytanie jego emocji. Jego sensei nie zatrzymał się, dopóki nie stanął po lewej stronie Yuji’ego, patrząc przez pokój, nie odwracając się do nastolatka stojącego teraz obok niego.

— Dobrze się bawiłeś?

Co Gojo miał na myśli? Wymknięcie się, czy… Przecież nie mógł wiedzieć o Junpei’u?

— Ta… Tak.

Yuji poczuł, jak Gojo położył mu dłoń na głowie.

— Powiem to z własnego doświadczenia. Naprawdę nie powinieneś tego robić ponownie.

Osobiste doświadczenie?

— Nawet po tym, jak ujawnimy wszystkim, że żyję? — odparł Yuji, desperacko pragnąc znaleźć rozwiązanie, które pozwoliłoby mu i Junpei’owi ponownie się spotkać. To był jedyny sposób, by upewnić się, czy był bezpieczny. By mieć go na oku. By mogli zostać…

— Zwłaszcza wtedy. Odpuść sobie. Tylko pogorszysz sprawę, jeśli tego nie zrobisz.

— Ale co jeśli… To ważne i ktoś liczy na moją obecność. Ktoś, kto potrzebuje pomocy.

Yuji był w stanie tylko owijać w bawełnę, bojąc się, co się stanie, jeśli wyzna prawdę. Czy będzie miał szansę wykręcenia się z tego bez uświadamiania swojego senseia. Wkrótce jednak zdał sobie sprawę, że zarówno jego strach, jak i działania były bezcelowe.


— Czy on chce tej pomocy?


Yuji z trudem wyrwał się spod dłoni Gojo i spojrzał w górę otwartymi oczami. Nigdy nie sprecyzował, że mówi o mężczyźnie.

— Nie teraz, ale…

— Yuji, nie możesz pomóc tym, którzy nie chcą pomocy. — Gojo wzruszył ramionami, dodając: — Ale co ja tam wiem? — Po czym poszedł do swojego pokoju, zostawiając Yuji’ego samego.

Rady dorosłych były ważne. Zwłaszcza teraz, zważywszy na nienaturalny ciężar jego słów. Gojo… Istniała szansa, że mówił z doświadczenia. Mimo to Yuji nie mógł zignorować głosu serca, błagającego go, by rozważył nie posłuchanie go i bycie posłusznym.


Jeszcze jeden raz z Junpei’em nie zaszkodzi.

Koniec

Notes:

Notatki od autora:

— Napisałam perspektywę Junpei’a! Uwielbiam mojego meduzowatego chłopca. Jego nadmierne rozmyślanie i ostateczna decyzja, by po prostu stwierdzić: “Pieprzyć to, robię to” w odniesieniu do Yuji’ego jest po prostu takie… ach, chciałabym, żeby spędzili razem więcej czasu w mandze Q.Q

— Jeszcze coś dziwacznego, a jednocześnie zabawnego w tym, że Kenjaku udziela porad randkowych. A biorąc pod uwagę, że dotyczy to Yuji’ego…. to tak, jakbyś był lepszą figurą ojca dla chłopaka swojego nie syna niż faktycznym ojcem dla swojego syna. Żartujecie sobie ze mnie?

— A potem Gojo wchodzący w tryb rodzica, cały zaniepokojony XD. Moim osobistym wyobrażeniem jest to, że on i Suguru spotykali się dość często w ciągu 10 lat w JJK 0, co sprawia, że śmierć Suguru jest tym bardziej tragiczna. Gojo przeszedł przez piekło posiadania wroga z korzyściami i nie chce, żeby Yuji poszedł tą samą drogą.

Series this work belongs to: