Actions

Work Header

Color your curves

Summary:

Albedo umówił się z Lumine na jedną sesję malowania, ale nie wspomniał o jednym istotnym fakcie...

Work Text:

— Czy naprawdę muszę być… No wiesz… — zapytała Lumine, zakrywając ciało aksamitnym kocem. — Naga?
Rumieniec wpłynął na jej policzki, kiedy alchemik zaczął się intensywnie wpatrywać w jej złote oczy. Albedo zapytał czy może by dała radę w swoich podróżach znaleźć czas na pozowanie w jego obrazach. Brzmiało bardzo niewinnie, do momentu jak przyszła do jego jaskini na Dragonspine i powiedział, żeby się rozebrała.
— Potrzebuję popracować nad anatomią kobiet, a ty jesteś do tego idealna. — Postawił płótno na sztaludze i zaczął mieszać farby, — Jednakże muszę przyznać ci rację, mogłem wcześniej wspomnieć o tym.
W jaskini było zdecydowanie cieplej niż na całej reszcie terenu Dragonspine, ale Lumine nadal się trzęsła z zimna. Ciągle spoglądała na Albedo, który skupiony mieszał farby, aby uzyskać doskonałe kolory. Stwierdziła, że wypadałoby odwiedzić miejsce, w którym się rozpoczęła jej przygoda i spędzić trochę czasu z przyjaciółmi przed wyjazdem do Fontaine. Znała doskonale jak przebiegały jej przygody i wiedziała, że przez kolejne miesiące nie mogłaby wrócić.
— Jesteś gotowa? — zapytał Albedo łagodnie. — Jeśli chcesz, mogę najpierw namalować tło i dopiero wtedy…
— Nie ma sensu zaczynać od tła, jeśli to nie pejzaż — zrzuciła z siebie koc i usiadła na okrągłym stole, które służyło jako podwyższenie. — Tylko najpierw musisz mnie ułożyć, malarzu.
Albedo nie odezwał się ani słowem w odpowiedzi i podszedł do niej. Starał się nie patrzeć na kluczowe miejsca, przez które Lumine mogłaby stracić pewność siebie i zaczął delikatnie przesuwać dane części ciała. Najpierw położył ją na plecy, a następnie chwycił jej nogę i zgiął ją w kolanie. Lumine czuła się coraz bardziej zawstydzona pod jego wzrokiem, ale wiedziała, że on widzi to w zupełnie inny sposób niż ona. Dla niego liczyła się myśl artystyczna, sztuka sama w sobie, to czym może stać się jej ciało, a nie to, że to było jej ciało.
Patrząc na jego profesjonalizm, zaczęła się czuć pewniej. W żadnym momencie nie spojrzał na jej miejsce intymne, nawet gdy podnosił jej nogę, ponieważ specjalnie w tym celu stanął po boku. Zdawał się również nie zwracać uwagi na jej biust, który teraz się bardziej rozlał na boki. Albedo delikatnie chwycił jej rękę, patrząc jej głęboko w oczy i przeniósł wierzch dłoni na jej czoło wciąż przysłonięte blond kosmykami włosów. Chwilę jeszcze stał z boku i myślał czy coś zmienić.
— Całkiem wygodnie, nie powiem — zaśmiała się podróżniczka. — Mogłabym zasnąć w takiej pozycji.
— W sumie jakbyś zasnęła to chyba nic by się nie stało — zaśmiał się krótko. — Teraz postaraj się nic nie mówić i się nie ruszać.
Lumine już nie odpowiedziała według prośby. Naprawdę zaczęła się czuć pewnie i komfortowo przy nim. Nawet w takim delikatnym, wrażliwym na wszystko stanie. Tuż obok stołu, na którym leżała paliło się ognisko, ale mimo wszystko poczuła na nagiej skórze podstępny, zimny wiatr, który spowodował, że jej sutki stwardniały. Zastanawiała się, czy Albedo uwzględni to w swoim dziele.
Wiedziała, że bycie modelem zajmuje dużo czasu, ale kiedy mijała już 3 godzina zaczęła robić się senna, patrząc w szczególności na to, że ta pozycja była naprawdę wygodna. Zdążyła nawet przyzwyczaić się do przeszywającego ją wzroku alchemika o turkusowych oczach. Delikatnie zwróciła oczy ku alchemikowi, ale nie spodziewała się, że przez przypadek zauważy, że jest twardy. Nie mogąc powstrzymać rumieńca odwróciła głowę, trąc oczy.
— Coś się stało? Potrzebujesz przerwy? — zapytał jakby nieświadomy tego, co zobaczyła.
— C-chyba tak… — zakryła oczy dłońmi, zmieniając delikatnie pozycję.
Malarz podszedł do niej i uklęknął obok stołu, biorąc jej rękę w swoją. Patrzył na nią z czułością, zapewniając jej przy tym komfort, ale to nie zmieniało jej zawstydzenia bieżącą sytuacją.
— Potrzebujesz czegoś? — zapytał spokojnie, kojąco pocierając wierzch jej dłoni.
Lumine ta chwila wydawała się wiecznością. Chciała tak bardzo uciec, ale trzymała ją obietnica pomocy. Jednakże zaczęła myśleć, czy tylko ta obietnica, czy może jednak zaczynało jej się podobać to, że Albedo, który był tak bardzo atrakcyjny, wpatrywał się w nią jak w obrazek. W głowie zaczęło jej wirować od tych myśli, a rumieniec jeszcze bardziej zawładnął policzkami. Mężczyzna długo nie otrzymywał odpowiedzi, więc delikatnie ścisnął jej rękę, jakby chciał ją przywrócić do rzeczywistości.
— Lumine?
Cholera, jego głos wypowiadający jej imię był taki pociągający. Tak bardzo, że aż faktycznie wróciła do turkusowych oczu mężczyzny, odkrywając tym samym ogromny rumieniec na twarzy. Jeśli kiedyś miała zaryzykować, żeby móc go dotknąć i posmakować, tak jak chciała już na początku swojej przygody w Mondstadt, to musiała to zrobić teraz, bo znowu minie szansę. Co gorsza, nie wiadomo czy dostałaby kolejną szansę.
Nachyliła się delikatnie do jego twarzy i pocałowała delikatnie jego usta, zapraszając go do odpowiedzi. Nie musiała być natychmiastowa ani pozytywna, ważne, żeby była. Albedo spojrzał na nią zaskoczony z szeroko otwartymi oczami, ale nie zrobił nic. Na Barbatosa, nawet nie odezwał się słowem. Dziewczyna odwróciła głowę w drugą stronę, zaczynając powoli żałować swojego ruchu.
— Przepraszam, może nie powinnam… — zaczęła, ale jej głowa została delikatnie odwrócona, a usta zajęte odpowiedzią mężczyzny.
Pocałunek pogłębił się. Ich języki wirowały wokół siebie w niezaspokojonym tańcu. Lumine położyła rękę na jego ramieniu, chcąc go do siebie przyciągnąć, tak aby zawisł nad nią na tym stole. Albedo, jakby zrozumiał intencje, zrobił dokładnie to o co ona jednym gestem go poprosiła. Wszedł na stół i ponownie zaczął ją całować zachłannie, delikatnie ocierając się o jej nagie ciało. Przez całe to podniecenie, zapomniała o otaczającym ją świecie, o tym, że są w jaskini, o chłodzie, a tym bardziej o czekającym płótnie.
Mężczyzna odsunął się delikatnie od jej twarzy, na tyle, żeby móc zdjąć rękawiczkę zębami. Musiał ewidentnie poczuć jak mokra się zrobiła od pocałunków. Spojrzała na niego zachłannie, kiedy on milcząco szukał pozwolenia na dalsze posunięcie. Delikatnie przejechał koniuszkiem wskazującego palca po jej cipce, delikatnie wędrując wzdłuż niej, co wywołało u niej przyśpieszony oddech i delikatne, ciche jęki. Powoli zanurzył w niej swoje palce, samemu wydając cichy jęk.
— Czy tak jest dobrze? — zapytał, przybliżając się do jej szyi, składając na niej pocałunki.
Zajęczała cicho w potwierdzeniu, przez co Albedo delikatnie przyśpieszył ruchy palcami, po czym je wyciągnął. Przez chwilę na nie patrzył jakby się zastanawiając się nad badaniem jej śluzu, ale postąpił znacznie inaczej. Oblizał je na jej oczach, upewniając się, aby to wiedziała. Lumine jeszcze bardziej to podnieciło. Chciała iść jeszcze dalej. Chciała poczuć go w sobie i zapomnieć o całej reszcie.
Nie chciała tylko biernie patrzeć na to co robi, więc chwyciła za guzik jego spodni. Alchemik spojrzał na nią, zatrzymując jej ręce na chwilę. Chciał, żeby się zastanowiła, żeby nie zrobiła przypadkiem czegoś co chciało jej podniecenie, a nie ona. Tylko, że ona chciała i miała wrażenie, że to jej ostatnia szansa. Pociągnęła mocniej, aby umocnić swoją decyzję i guzik się odpiął. Zaczęła delikatnie masować rękami erekcję, która się przed nią odkryła, patrząc przy tym na twarz mężczyzny okrywającej się powolnym rumieńcem.
— Na pewno… — zaczął, ale nie skończył ponieważ chwyciła go za koszulę, przyciągając do siebie.
— Na pewno. Chcę tego najbardziej na świecie w tym momencie.
To zdanie sprawiło, że Albedo zaczął szybko się rozbierać, aby równie mocno się przed nią odsłonić. Dziewczyna nie mogąc się go doczekać, zaczęła masować swoje piersi, które zostały przez niego nietknięte. Kiedy już był nagi, ponownie zawisł nad nią i jeszcze raz zapytał o pozwolenie, ocierając się przy tym swoim kutasem o jej cipkę. Kiedy skinęła głową, powoli zaczął w nią wchodzić, łapiąc ją przy tym za rękę. Bał się zrobić jej potencjalną krzywdę.
Dla niej nawet jeśli miałaby się stać jakaś krzywda, jedyna dopuszczalna była właśnie z nim. Wiedziała, że byłaby też nieumyślna, patrząc na to, że obchodził się z nią jakby była z porcelany. Kiedy wszedł w nią całą swoją długością, jęknęła znacznie głośniej. Pasowali do siebie idealnie. Zaczął delikatnie wysuwać i wsuwać, ciągle trzymając ją za rękę. Z jego ust co jakiś czas uciekały ciche jęki.
— Jesteś idealna — powiedział, wtulając swoją twarz w jej szyję, obsypując ją pocałunkami.
Przyśpieszył tempo znacznie, sprawiając, że Lumine musiała złapać się stołu. Jej plecy zaczęły szorować po deskach tak szybko, że miała nadzieję, że nie będzie miała w nich drzazgi. Jęki stały się na tyle głośne, że miała nadzieję, że nikt nie idzie akurat do Albedo, w szczególności Sucrose, bo chyba by umarła z zawstydzenia. Stół zaczął się bujać, więc mężczyzna delikatnie się oddalił i przyciągnął ją do siebie, aby znaleźli się na środku stołu. Położył swoje dłonie na jej biodrach i zaczął bardziej ją dociskać do swojego kutasa, ale w momencie jak na jej skórze odbiły się palce, zmienił ponownie pozycję. Praktycznie położył się na niej, a ona objęła go nogami w pasie. Nigdy nie myślała, że może jej być tak dobrze z nim, był delikatny, ale jednocześnie nie bał się być bardziej gwałtowny w swoich posunięciach.
Kiedy był tak blisko, zaczęła całować jego szyję, w szczególności jej przód, gdzie widniała złota gwiazda. Szybko okazało się, że to było jego słabe miejsce, gdy zaczął jęczeć przeciągle i przyspieszać tempo. Objęła go mocno rękami, kładąc je na łopatkach, nie przestając przy tym całować szyi. On sam objął delikatnie jedną ręką jej głowę, żeby nie uderzyła o stół i drugą chwycił go. Nic nie musiał mówić, żeby wiedziała, że zaraz dojdzie w niej. Sama była bardzo blisko i brakowało niewiele, aby sama mogła zrobić to samo.
Nie minęło wiele czasu, kiedy oboje opuścili wszelkie mury i doprowadzili siebie nawzajem do spełnienia. Lumine nie pokwapiła się powiedzieć, aby Albedo wyszedł z niej przed dojściem. Czuła mocną potrzebę, aby poczuć w sobie tę ciepłą białą ciecz, która chwilę później już się z niej wylewała. Dziewczyna odsuwając delikatnie swoje złociste włosy z czoła zostawiła rękę na nim, wnętrzem do góry. Automatycznie również zadziała kiedy mężczyzna się odsunął, zginając jedną nogę, umieszczając stopę na krańcu stołu.
Mężczyzna przytulił ją delikatnie, po czym zaczął się ubierać, czego Lumine już nie widziała, gdy jej oddech stał się miarowy, a poprzednie znużenie ustąpiło snu. To zmęczenie pomogło jej zasnąć, dokładnie w takiej pozycji w jakiej wcześniej ją ustawił. Miało to obopólną korzyść, ona się wyśpi, a on skończy malować jej piękne ciało. Kiedy tylko skończy to od razu ją przeniesie do jego prowizorycznego łóżka na końcu jaskini i położy się obok niej.
Zaczął myśleć, czy gdyby namalował też na obrazie jego spermę wylewającą się z niej, czy byłaby zła…

Series this work belongs to: